Strona główna
Polecamy
Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja 61%
29,90 zł 11,75 zł

Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja

Popularne w księgarni
Siedem minut po północy
39,90 zł 29,95 zł
25%
Trzy siostry
39,90 zł 11,95 zł
70%
Klątwa Salomona
47,80 zł 11,75 zł
75%
Dziwne losy Jane Eyre
59,90 zł 15,95 zł
73%
Wspomnienia z przyszłości
49,90 zł 12,95 zł
74%
Dostawy

Wyszukiwarka (odnaleziono: 4)

Pożytki z katorgi

Pożytki z katorgi

39,90 zł 12,25 zł
Opis
Zamknij
Syberia – miejsce zsyłki tysięcy Polaków, którzy w XIX wieku trafiali tam między innymi po nieudanych powstaniach. Kraina, której obraz utrwalili na swych dziełach tacy malarze jak Malczewski czy Grottger, nieodłącznie kojarzy się z katorgą. Wojciech Lada zrywa z tą martyrologiczną, wzniosłą tradycją. W jego książce zesłanie to nie tylko kajdany, kibitki i recytacje poezji wieszczów, ale też smród jurty, komary i potworna nuda. Autor zwraca uwagę, że carska niewola stała się dla wielu młodych skazańców swoistym uniwersytetem i furtką do kariery. Jan Czerski trafił do karnego garnizonu w Omsku, nie mając pojęcia o naukach przyrodniczych, a po kilku latach nie tylko postawił na głowie dotychczasową teorię geologiczną regionu, ale stał się jednym z najnowocześniejszych i najwszechstronniejszych badaczy. Zanim Wacław Sieroszewski znalazł się w Wierchojańsku, był ślusarzem. Gdy wrócił ze zsyłki do kraju, był już wybitnym jakutologiem, cytowanym do dziś znawcą szamanizmu. Bronisław Piłsudski przypłynął na Sachalin jako student prawa, opuścił go zaś jako człowiek, który ocalił od zapomnienia archaiczne języki lokalnych plemion. Sieroszewski, Piłsudski, Dybowski, Czekanowski, Czerski, Kon – to tylko kilku z wielu Polaków zasłużonych dla Syberii i dla nauki w ogóle. Wojciech Lada z pasją śledzi ich losy i pokazuje, jak wielki mieli wpływ na poznanie dalekiej Północy. I przekonuje, że nawet z katorgi może być pożytek.
Powstańczej Warszawy dzień powszedni

Powstańczej Warszawy dzień powszedni

54,90 zł 13,45 zł
Opis
Zamknij
W trakcie dwóch miesięcy 1944 roku zawarto kilkaset małżeństw, a mniej formalne związki we wszelkich możliwych konfiguracjach tworzyły się rozpadały każdego dnia. Praktycznie codziennie odbywały się koncerty, często w działających kawiarniach, a informowały o nich zgrabnie wykonane plakaty. W kinie pokazywano premierowe filmy, w radiu nadawano gorące newsy i przedwojenne szlagiery, a jeśli chodzi o prasę - konkurowało ze sobą kilkadziesiąt tytułów. Nie zapomniano nawet o pisemkach dla dzieci, podobnie zresztą jak o teatrach lalkowych. Bardzo sprawnie działała poczta, a komunikację zapewniły kilometry nowych ulic z odpowiednią sygnalizacją. Była też policja i sądy, ponieważ nie zabrakło, jak to w milionowym mieście, przestępczości. Wbrew pozorom zupełnie nieźle radziła sobie nawet warszawska roślinność - choć istotnie nie miała łatwego zadania. Ta książka to opowieść również o niej, podobnie jak o zwierzętach, a nawet o Wiśle. To opowieść o Życiu w sytuacji ekstremalnej, bo w Powstaniu Warszawskim nie tylko walczono i umierano, ale przede wszystkim starano się właśnie żyć. Nie wszędzie się dało, a tam gdzie jednak się dało, to zazwyczaj jednak tylko przez jakiś czas. A jednak próbowano. Gdzie tylko pojawił się najmniejszy wentyl wolności, odradzało się normalne życie. "W sierpniu, w naszej szczęśliwej dzielnicy było wszystko: biało-czerwone flagi, gazeta >Barykady Powiśla<, odezwy porozklejane na murach, komitet samoobrony (). Łapaliśmy audycje powstańczego radia. Zachłystywaliśmy się wolnością. Było, powtarzam, wszystko. A skoro tak, to musiał być i teatr" - wspominała Krystyna Berwińska, która właśnie na Powiślu współtworzyła w tych dniach teatrzyk "Kukiełki pod Barykadą". Powstanie nie było martyrologicznym capstrzykiem, staniem na baczność i recytowaniem "Roty" - choć bardzo się o to starano. Było przede wszystkim wielką eksplozją witalnej siły ówczesnych dwudziestolatków. A tego na szczęście nigdy, nigdzie i nikomu nie udało się do końca kontrolować.
Mali tułacze (DEFEKT - NIEZNACZNY)

Mali tułacze (DEFEKT - NIEZNACZNY)

44,00 zł 7,95 zł
Mali tułacze

Mali tułacze

44,00 zł 12,25 zł
Opis
Zamknij
Przeczytaj książkę Wojciecha Lady pt. "Mali Tułacze. Poruszająca opowieść o najmniejszych polskich uchodźcach wobec piekła II Wojny Światowej" z Wydawnictwa Prószyński i S-Ka. Poznaj historię tysięcy polskich dzieci zmuszonych do tułaczki po świecie. Wojenna zawierucha nie oszczędza nikogo. I choć konflikty zbrojne to "sprawy dorosłych", w ich wyniku cierpią również dzieci z każdej grupy wiekowej. Dlatego w publikacji tej natrafisz nie tylko na losy świadomych już nastolatków. Znajdziesz tu także opowieści o niedawno urodzonych maluchach, jak i o kilkulatkach wrzuconych w brutalną rzeczywistość. Dowiesz się, że niektóre z tych dzieci przychodziły na świat w wagonach. W zaplombowanych transportach jadących gdzieś w głąb Azji. Wojciech Lada w książce "Mali tułacze" przenosi czytelnika do roku 1940. Wtedy to dla kilkudziesięciu tysięcy polskich dzieci rozpoczęła się podróż. Żadne z nich wtedy jeszcze nie wiedziało, że potrwa ona aż osiem lat. W tym czasie mali bezbronni ludzie chorowali i umierali z głodu. Inni dorastali, przemierzając prawie wszystkie strefy klimatyczne naszego globu. I ocierając się o niemal wszystkie znane nam kultury. Ze zmrożonej Syberii dzieci przenoszono na stepy Azji, gdzie rodziła się ludzka cywilizacja. Stamtąd trafiały do Persji, której krajobrazy przywodziły na myśl scenerie znane z baśni tysiąca i jednej nocy. Kolejne miejsca na szlaku to Afryka, Indie, Nowa Zelandia czy Meksyk. Niektóre miały więcej szczęścia. Tysiącom polskich dzieci udało się bowiem uciec z Rosji razem z armią generała Władysława Andersa. Dorośli już "Mali tułacze" z reportażu Wojciecha Lady opisują ten czas jako najpiękniejsze lata życia. Jednak nawet dobiegając dziewięćdziesiątki płaczą, przywołując wspomnienia. Jedna z bohaterek książki podsumowuje tę wieloletnią podróż słodko-gorzkimi słowami. "Przeszłam piekło, ale widziałam rzeczy piękne".
1

© OCZYTANI.pl Tania książka 2022. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.

Idź do góry